S.O.S czyli solidność, odpowiedzialność, solidarność…
Są w naszym języku pojęcia, które tracą na wyrazistości i powszednieją dlatego że np. zostały nazwą własną. Takim pojęciem jest solidarność. Dla większości z nas to słowo już bardziej kojarzy się z nazwą związku zawodowego niż z jego istotą. A jego istotna treść, to poczucie wspólnoty z innymi ludźmi zwłaszcza wtedy, kiedy ci inni ludzie blisko nas czy dalej, potrzebują naszego zrozumienia i konkretnej pomocy materialnej czy duchowej. Solidarność to przekonanie że to co dotyka innych ludzi, dotyczy także każdego z nas wtedy, kiedy innym zdarza się nieszczęście a nam nie. Poczucie wspólnoty losu i celów, do których dąży każdy człowiek dobrej woli. Solidarność dotyczy dobra i tylko w dobrym celu ma pozytywny sens. Solidarność jako poczucie pozytywnej wspólnoty, jest wielką potęgą co udowodniło obalenie totalitaryzmu w naszej części Europy i dlatego miliony solidarnych tak nazwały swoją wspólnotę związkową. Ale jej istotą była ta prawdziwa solidarność ludzi, przekonanie o wspólnocie indywidualnych potrzeb i sensowności współdziałania. Efektem jest wolność i suwerenność kraju choć efektem jest także upolitycznienie tego pojęcia w odbiorze społecznym. Dzisiaj w klęsce powodzi przy niewyobrażalnej skali ludzkich strat i nieszczęść znowu potrzebujemy tej prawdziwej solidarności z tymi których klęska doświadczyła boleśnie. I na szczęście jesteśmy solidarni. To widać i to napawa optymizmem. Czyli nie jest tak że zobojętnieliśmy całkiem na potrzeby innych i oni nie będą obojętni kiedy nam potrzebna będzie pomoc, wsparcie, solidarność … Drugim pojęciem, które z trudem się przebija jest solidność. Solidność to pewność że ludzie spełniają swoje obowiązki względem innych tak, że ci inni są pewni dobrych skutków działań. Bo jeżeli braknie solidności jednostek czy grup ludzi często potrzebna jest solidarność w ratowaniu z nieszczęścia, którego można było uniknąć lub w przypadku klęsk żywiołowych , chociaż ograniczyć. Jakaś część prawdy o nieszczęściu pod Smoleńskiem tkwi w braku solidności przy przestrzeganiu procedur bezpieczeństwa lotów. Jakaś część prawdy o powodzi tkwi w niesolidności służb państwowych., które zlekceważyły ostrzeżenia meteorologów i oczywisty fakt nadmiernych opadów na Słowacji i w Czechach. Jakaś część bo oczywiście, nikt nie jest winien za wybryki natury. Ale gdyby nie brakło solidności w realizacji zabezpieczeń po powodzi z 1997 roku może rozmiary klęski byłyby nieco mniejsze. Inaczej, tam gdzie zrobiono coś solidnie, skutki są łagodniejsze… Nie sposób uznać za solidne gremia urzędnicze , które wydają zezwolenia budowlane na terenach o których wiadomo, że w razie powodzi będą zalane. Nie jest przejawem solidności uparte stanowisko ekologów co do zabudowy terenów przyrzecznych , niezbędnymi budowlami hydrotechnicznymi w miejscach gdzie już mieszkają tysiące ludzi. Niesolidne i nieodpowiedzialne są próby zdobywania politycznej popularności na ludzkim nieszczęściu, zwłaszcza jeżeli czynią to politycy którzy z boku przyglądają się wysiłkom służb i ludzi i tylko krytykują tych co coś usiłują zrobić. Solidność i solidarność oznacza po prostu odpowiedzialność. A odpowiedzialnych rządzących i urzędników potrzebujemy nie tylko teraz ale zawsze. Optymizmem napawa obserwowana solidarność i współdziałanie zwykłych obywateli, strażaków, żołnierzy i policjantów i tych z władz, którzy podejmują szybkie decyzje mające autentycznie pomóc ofiarom kataklizmu. Solidności , odpowiedzialności, dalszej solidarności, takiej której poziom nie opadnie wraz z poziomem wody i choć trochę lepszej pogody sobie i czytelnikom życzę.