Redakcja: Od początku jest pan związany z Nagrodą Władysława Orkana. Należy pan do jej kapituły.
Jarosław Kalinowski: Do kapituły nagrody oprócz mojej skromnej osoby należy najlepszy w Polsce znawca Władysława Orkana profesor Bolesław Faron. Jest też Tadeusz Skoczek, kiedyś wiceprezes Telewizji Polskiej, ale przede wszystkim osoba zajmująca się twórczością i kulturą ludową, a więc także Władysławem Orkanem, jest również wydawcą. Do kapituły należy też szereg innych osób.
Trzeba pamiętać, że organizacja przyznawania nagrody jest przedsięwzięciem amatorskim, wraz z dwoma moimi przyjaciółmi wpadliśmy na pomysł, żeby stworzyć coś takiego, jak nagroda Orkana. Chodziło nam o nagrodę kierowaną do twórców, do artystów, którzy nie są może osobami z pierwszych stron gazet, nie są to celebryci światowej sławy. Ale są to wspaniałe osoby, czasami niedostrzeżone, które oprócz zdolności artystycznych mają w sobie jeszcze olbrzymią pasję i chęć działania na rzecz swojego matecznika, swojego regionu. Jest to wspaniałe.
To już siódma edycja, a dzięki temu, że potrafimy pozyskać sponsorów, którzy fundują nagrody finansowe, konkurs odbywa się co roku. Cieszymy się, że finał konkursu mógł się odbyć w Bielsku. Do tej pory wyniki ogłaszaliśmy i przyznawaliśmy nagrody albo w Warszawie, ale w Porębie Wielkiej, czyli rodzinnej wiosce Orkana. Tym razem na zaproszenie bielskich władz powiatowych, starosty Andrzeja Płonki i wicestarosty Mirosława Szemli, cieszymy się, że możemy się spotkać w tym pięknym i wspaniałym regionie.
Red.: Myśli pan, że może stać się to tradycją, że kolejne edycje konkursu będą rozstrzygane poza Warszawą, w kolejnych regionach znanych z bogatej twórczości ludowej?
J.K.: Nie wiem, nie mamy konkretnych planów w tym zakresie. Do Bielska przyjechaliśmy, bo tu nas zaproszono. Panowie starostowie byli uczestnikami wcześniejszych edycji, uznali, że warto zorganizować finał siódmej edycji w Bielsku-Białej. Ale też we wcześniejszych edycjach z tego regionu pochodzili laureaci, tym razem zresztą też się tak stało. Muszę zauważyć, że południe, karpackie pogórze jest skarbnicą wspaniałych ludzi, którzy potrafią z sercem się angażować.
Red.: Skorzystam z okazji i zapytam o wybory do Parlamentu Europejskiego, pan też jest kandydatem. Frekwencja zapowiada się niska, co sprzyja ugrupowaniom mającym stabilny elektorat, takim, jak PSL.
J.K.: Rzeczywiście, są takie kalkulacje. Ale ja będę zachęcał do jak najliczniejszego udziału w tych wyborach. Polska przed pięcioma laty znalazła się w najlepszym historycznym miejscu w swojej historii, do tej pory nie było takiego okresu. Mamy zapewnione bezpieczeństwo, pojawiły się wielkie szanse rozwojowe. Unia Europejska jest dla nas strefą bezpieczeństwa i rozwoju, to widać na każdym kroku, w każdej dziedzinie naszego społecznego i gospodarczego życia.
I ludzie to z jednej strony dostrzegają, ale z drugiej uważają, że ta Bruksela jest tak daleko, że ich nie dotyczy. No, ale może zrzućmy to na karb tego, że w ogóle nasza polska demokracja jest jeszcze młoda, bo przecież świętujemy w tym roku 20 lat. Ja mam jednak nadzieję, że na tle innych krajów w Unii frekwencja w Polsce nie będzie najgorsza.
Red.: A jak pana zdaniem wypadnie w tych wyborach PSL?
J.K.: Myślę, że wypadniemy lepiej, niż pokazują to ostatnie sondaże, które dają nam 9 proc. Gdyby zastosować formułę z wcześniejszych wyborów, gdy do sondażowych punktów trzeba dodać co najmniej pięćdziesiąt procent, aby uzyskać późniejsze rzeczywiste wyniki, to teraz będziemy mieli sporo ponad dziesięć procent. Jestem przekonany, że tak właśnie będzie, nie tylko w to wierzę.
Rozmawiał: Mirosław Łukaszuk





